Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta świąteczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ciasta świąteczne. Pokaż wszystkie posty

2010-11-21

Meksykańskie bułeczki Pan de Muerto


Bułeczki pieczone w Meksyku z okazji Święta Zmarłych. Są dosyć ciężkie za sprawą dużej ilości masła i jajek, ale jednocześnie puszyste, pachnące wodą z kwiatów pomarańczy i delikatnie słodkie.

Pan de Muerto
/na podst. "My sweet Mexico"/
ok. 8 sztuk
2 i 1/4 łyżeczki suchych drożdży instant (użyłam 15 g świeżych, L)
2 łyżki wody pomarańczowej (do kupienia w sklepach z żywnością azjatycką i arabską)
2/3 szklanki mleka (szklanka 250 ml)
4 szklanki mąki pszennej
1/2 szklanki cukru
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka skórki startej z pomarańczy
4 jajka, lekko ubite
1 szklanka masła w temp. pokojowej (użyłam ok. 120 g, L)

Do posypania i posmarowania bułeczek: 1/4 szklanki masła, 1/2 szklanki cukru lub sezamu

Drożdże rozpuścić w wodzie pomarańczowej. Dodać 1/3 szkl. mleka i 1/2 szkl mąki. Dobrze wymieszać trzepaczką i odstawić w ciepłe miejsce na 20-30 minut.
Pozostałą mąkę wsypać do miski, dodać cukier, sól, skórkę pomarańczową i miksować ok. 30 sekund (jeśli nie mamy miksera, można wszystko wymieszać łyżką, a później zagnieść ciasto ręcznie, jak drożdżowe). Dodać jajka, resztę mleka i zaczyn drożdżowy. Miksować na niskich obrotach (mikserem zaopatrzonym w hak lub "wiosło"). Powoli dodawać masło, zwiększając obroty miksera do średnich. Ciasto będzie się wydawało klejące, ale nie należy dodawać więcej mąki. Ubijać kolejne 10-15 minut, aż ciasto będzie miękkie i zacznie odstawać od ścianek miski. (Jeśli po 15 minutach okaże się, że jednak jest klejące, można dodać mąki, ale nie więcej niż 1/2 szklanki).
Dużą miskę wysmarować masłem lub olejem roślinnym. Przełożyć ciasto, przykryć ściereczką i odstawić do wyrastania na 1-1,5 h (ciasto musi podwoić objętość).
Po tym czasie, odgazować ciasto uderzając w nie pięścią (wystarczy raz ;-)
Ponownie przykryć, najlepiej folią spożywczą i wstawić do lodówki na minimum 4 h, a najlepiej na całą noc (ja tego nie robiłam, L). Schłodzenie ciasta powoduje, iż łatwiej je później formować.
Schłodzone ciasto wyjmujemy z lodówki i ogrzewamy do temperatury pokojowej przez godzinę.
Z ciasta oderwać kawałek wielkości limonki, z którego uformujemy "kości" do dekoracji bułek i mały, dodatkowy kawałek, z którego ulepimy kulki.
Z reszty formować płaskie bułeczki (ok. 8 sztuk)
Z odłożonego ciasta uformować cienki wałek, podzielić go tak, by wystarczyło po 2 paski na każdą bułkę. Paski ciasta układamy na krzyż. 
Przykryć ściereczką i zostawić do wyrastania na 1-1,5 h. (moje wyrosły w 30 min, L)
Z ciasta, które nam zostało, formujemy małe kulki, które przyklejamy na środku każdej bułki.
Bułki posmarować masłem, posypać cukrem lub sezamem i wstawić do piekarnika nagrzanego do 180 st C. Piec 20-30 minut (jeśli się za szybko rumienią, przykryć folią aluminiową).
Po upieczeniu przełożyć na kuchenną kratkę, by ostygły.
Smacznego!

2010-02-16

Wielkanocna grecka chałka z czekoladą i migdałami



Tradycyjna grecka chałka pieczona w okresie Wielkanocy. Ciasto jest raczej zwarte, chałka jest najsmaczniejsza w dniu wypieku. Ja jednak chętnie kroję ją na kromki i tostuję w tosterze. Zmodyfikowałam nieco przepis dając więcej mleka i masła.

Wielkanocna grecka chałka z czekoladą i migdałami
Tsoureki me sokolata ke amigdala
/przepis: Vefa's Kitchen/

500 g mąki
1,5 łyżki suszonych drożdży instant (użyłam 7 g, L)
1/2 łyżeczki soli
4 łyżki drobnego cukru
2 łyżki tartej skórki pomarańczowej
4 łyżki ciepłej wody
5 łyżek ciepłego mleka (dałam ok. 10 łyżek, L)
2 jajka, lekko ubite
5 łyżek roztopionego masła (dałam ok. 10 łyżek, L) plus dodatkowo do posmarowania ciasta
1 żółtko
migdały w płatkach do posypania

Nadzienie:
1 jajko, lekko ubite
50 g blanszowanych migdałów, lekko uprażonych w piekarniku
175 g gorzkiej czekolady, pokrojonej na małe kawałeczki


Ciasto:
Wymieszać mąkę, drożdże i sól w misce. Zrobić dołek, dodać cukier, skórkę pomarańczową, wodę, mleko i jajka i zagnieść ciasto.
Powoli wlewać masło i zagnieść ciasto.
Przykryć i odstawić w ciepłe miejsce do wyrastania na 1-2 godziny. Powinno podwoić objętość.
Blachę do pieczenia posmarować topionym masłem.
Ciasto podzielić na 2 części i każdą z nich rozwałkować na prostokąt o wymiarach 30x40 cm. Każdy prostokąt pociąć na 3 paski. Każdy pasek posmarować rozbełtanym jajkiem i posypać migdałami i czekoladą, następnie zwinąć w długie wałki.
ich końce zlepić i zapleść warkocz, podwijając końce pod spód.
To samo zrobić z drugim prostokątem.
Przełożyć na przygotowaną blachę, przykryć folią i odstawić do wyrastania na ok. 20 minut - ciasto powinno podwoić objętość (moje ciasto odstawiłam na 2 h, przyp. L).
Piekarnik nagrzać do 200 st C.
Żółtko wymieszać z 1 łyżeczką wody i posmarować chałki, posypując je płatkami migdałów (nie miałam, posypałam kminkiem).
Piec 20-25 minut, do czasu zrumienienia.
Przed podaniem wystudzić.

Z podanego przepisu wychodzą 2 chałki.
Czas przygotowania: 3 h

Smacznego!




2008-12-01

Makowiec Wigilijny


"Przepis na ten makowiec, naprawdę wyjątkowo cudowny, dostała Tosia od swojej Mamy i piecze go tylko raz do roku. Bo ma to być, po prostu, specjał wyjątkowy, niepowtarzalny i jedyny, kojarzący się tylko z Gwiazdką.
Pieczenie makowca to cała akcja i kiedy Tosia zabierała się do tego po raz pierwszy, musiała walczyć ze zwątpieniem i obawami, czy podoła. Ale, oczywiście, dla chcącego nic trudnego, nie święci garnki lepią, a w ogóle to dobrze jest przekonać się, że Mama nie jest aż tak niedościgłym wzorem. Można ją dogonić, a nawet prześcignąć i to jest naprawdę kolosalna satysfakcja!

Zaczyna się od sparzenia 1/2 kg maku.
Zalewa się go wrzątkiem w garnku i niech sobie stoi przez noc.
Nazajutrz odsącza się mak na sicie, bardzo dokładnie, a potem przekręca się go przez maszynkę, jeden raz tylko, nie dwa czy nawet trzy, jak doradzają w książkach kucharskich. Tosia lubi, jak mak troszkę chrupie w zębach, a nie maże się kleiście.
No więc, raz go przez maszynkę - a potem, do tego przekręconego maku, wlewa się trzy-cztery łyżki płynnego miodu, prawdziwego!

Teraz cukier. W przepisie Tosinej Mamy jest napisane: "cukier - do smaku" - no, bo rzeczywiście, jedni wolą słodziej, drudzy nie. Do smaku, to do smaku.
Dwie łyżki roztopionego masła. Rodzynki. Skórka pomarańczowa. Obrane i posiekane migdały. Orzechy włoskie. Orzechy laskowe. Wszystko posiekane. Wreszcie - ze trzy lub cztery łyżki wiśniowej konfitury. I całe jajko. Wszystko to należy wymieszać i niech sobie odpoczywa, nasączając się powoli różnorakimi aromatami.

Teraz ciasto.
Rozczyn jak zwykle:
szklanka letniego mleka
3 dkg drożdży
łyżeczka cukru
łyżka mąki

I niech rośnie.

Na ciasto potrzeba:
300 g mąki (użyłam 450 g mąki, ponieważ przy tej ilości ciasto było zbyt rzadkie - przyp. Liska)
3 jajka
1/3 kostki* masła (roztopić! ostudzić!)
1/3 szklanki cukru**
szczyptę soli

Z tym ciastem jest następujący problem: ono nie ma być zwarte, jak np. to na placki czy baby. Nie. Ma być luźne, wolne, choć naturalnie doskonale ubite za pomocą kopystki***. Po stwierdzeniu, że ciasto odstaje od kopystki oraz że zawiera dużo pęcherzyków powietrza, Tosia wykłada ciasto na stolnicę podsypaną mąką, przykrywa je czystą ściereczką i pozwala mu nieco podrosnąć.

Potem dzieli je na pół, ponieważ z tej ilości ciasta zręczniej jest wykonać dwa mniejsze makowce, niż męczyć się z jednym wielkim.
Więc rozwałkowuje się cienko ten pierwszy kawałek - tak by przybrał formę podłużnego prostokąta.
Nakłada na ten prostokąt mak - od brzegu do brzegu.
Zwija teraz ciasto wraz z makiem w długi rulon (poczynając od tego dłuższego brzegu prostokąta) i zakleja końce rulonu. Następnie smaruje masłem długą formę ćwibakową, posypuje ją tartą bułką i wkłada makowiec do formy.

Tę samą operację powtarza się z drugim kawałem ciasta i drugą połową makowego nadzienia, tak że po chwili na stolnicy widnieją dwie jednakowe formy ćwibakowe, wypełnione w 2/3 wysokości bladym ciastem, z którego nie powinno w żadnym miejscu wyłazić makowe nadzienie. Jeśli wyłazi - zalepić dziurkę! Tak. I można jeszcze pozwolić makowcom wyrosnąć, a w tym czasie nagrzać piekarnik do 180 stopni i wykonać na przykład kruszonkę, jeśli kto lubi. (Tosia nie lubi).

Mama Tosi zawija makowce w pergamin i w nim je piecze. Inni wolą folię aluminiową. Ale Tosia ceni stałość i niezawodność blaszanej foremki*****.

Po upieczeniu (180-200 st C) i sprawdzeniu patyczkiem tych miejsc, gdzie więcej jest ciasta niż nadzienia, Tosia pozwala makowcom przestygnąć, ale nie całkiem, gdyż lukrowanie w momencie, gdy ciasto jest jeszcze ciepłe decyduje o tym, jak gładko lukier rozleje się po powierzchni makowców.
Lukier czekoladowy jest tu bardzo na miejscu, także kajmakowy, albo cytrynowy."

/Przepis pochodzi z książki Małgorzaty Musierowicz: "Łasuch Literacki" wyd. Akapit Press, Łódź 2002


*Zakładam, że w tamtych czasach używano kostki o wadze 250 g (przyp. Liska)
**użyłam szklanki o pojemności 250 ml
***kopystkę zastąpiłam mikserem ;-)
*****ja lubię makowce nieco płaskie i piekę je delikatnie zawijając w papier, na blaszce

Zaczyn:

Wyrośnięte ciasto gotowe do wałkowania: